W drodzę do szkoły, rozmawiałem z Bogiem, w myślach. Zaczęłem śpiewać, w myślach, ale tak naprawdę to chciałem wtedy krzyczeć słowa tej pięknej pieśni:
O miłości Twej zawsze śpiewać, o miłości Twej zawsze śpiewać chcę…
———
Już dawno chciałem tu swoje świadectwo napisać, ale nie wiedziałem tak naprawdę od czego zacząć. Chyba nadszedł czas na to. Więc zapraszam do lektury!
Zacznę standardowo, bo w wielu świadectwach zaczyna się tak samo.
Mam na imię Piotr. Urodziłem się w rodzinie Katolickiej. Od dziecka co jakiś czas chodziłem do kościoła wtedy kiedy babcia mnie zabierała, ponieważ tak naprawdę moja rodzina (mama i tata) nie mieli zwyczaju zabierać nas na mszę, roraty czy drogę krzyżową. Babcia nas zabierała. Zmieniło się to na nie cały rok, przed moją komunią, kiedy to obecnosć na mszy była obowiązkowa, gdyż ksiądz rozdawał karteczki z pieczątką i datą – przymus chodzenia do kościoła. Chodziłem wtedy do kościoła z moją mamą. Następnie były egazminy, musieliśmy dużo się nauczyć, a tak naprawdę z tych informacji nic nie pamiętam. Następnie była pierwsza spowiedź, też duże przygotowywania, próby. A potem 1 Komunia Św. Pamiętam że śpiewałem pieśń, ale nie pamiętam jaką, jeszcze na dodatek organista pomylił się i zrobił za długi wstęp. No ale mniejsza z tym. No i nadesżła przerwa w chodzeniu do kościoła. Aha, były jeszcze majowe po komuni, czyli tzw. biały tydzień. No i nie chodziłem do kocioła. Czasami zdarzało mi się tam być, ale naprawdę były to rzadkie spotkania. Nie modliłem się w domu, nie czytałem Słowa Bożego. Byłem katolikiem – niepraktykującym. Lata leciały, aż przyszedł czas bierzmowania. I znowu przymus chodzenia do kościoła, zbieranie podpisów, tym razem dostaliśmy indeksy. Spotkania w pierwszy piątek miesiąca i co tydzień w niedziele. Myślałem, że bierzmowanie coś zmieni w moim podejściu do Boga, myślałem że zrozumiem. Bardzo głęboko przygotowywałem się do tego sakramentu. Dzień bierzmowania. Podszedlem do biskupa, który mnie namaścił, wielkie rozczarowanie, nic nie poczułem, nie zrozumiałem. Zaczęłem wątpić. Czy Bóg naprawdę istnieję, czy ktoś nad nami czuwa, tam do góry? Przestałem chodzić do kościoła. Zaczęłem dużo myśleć na temat Boga. Doszedłem do takiego wniosku, że jednak ktoś musi być, bo ktoś musiał stworzyć to wszystko co nas otacza, samo z siebie by nie powstało. Zrozumiałem, że Bóg istnieje i wiele razy dał mi znać o Sobie w moim życiu! Ale tak naprawdę nie chciałem wracać do KRzK, nie czułem obecności Boga. Dużo czasu sam rozmawiałem z Bogiem. W pewnej książce były tylko dwa wyrazy, które brzmiały: Kościół Baptystyczny. Była to książka Ch. Sparksa pt. Jesienna Miłość. Zaciekawiła mnie ta nazwa, ale tak naprawdę nie szukałem. Pewnego dnia moja ciocia powiedziała mi, że się wybiera do baptystów na coś związanego z gwiazdką. Zrozumiałem wtedy, że to Bóg przemawia przez te znaki – książka, ciocia. Usiadłem do komputera. Wpisałem: baptyści gniezno. Byłem w szoku. Są tacy. Weszłem na stronę, zaczęłem czyta. Czytałem na temat tego kościoła. Wciągnęło mnie to. Przeczytałem bardzo dużo, aż doszedłem do wniosku że to TO! Że tutaj znajdę Boga żywego. Dzień 25 stycznia, niedziela. Wybrałem się na nabozeństwo, ale nie dotarłem tam, ponieważ nie znalazłem budynku. W tygodziniu potem skontaktowałem się z pewną osobą która jest w KChB, był to .dex. Umówiłem się z nim 1lutego obok budynku. Akurat tego dnia nie dojechał, ale czekały na mnie przed dwie inne osoby. Weszliśmy. Zaczęło się nabożeństwo. Uwielbienie. Kazanie. Modlitwy. POCZUŁEM BOGA! Do dziś czuję to uczucie, to pierwsze uczucie. Od tamtej pory czuję się szczęśliwy! Wiem, że z Panem, będę zawsze szczęśliwy! Od tamtej pory zjawiam się na każdym nabożeństwie i na młodzieżowym, raz mnie nie było na młodzieżowym.
Oto moje świadectwo. Może opowiem je na młodzieżowy. Chyba że ktoś już sobie ‘zarezerwował’ miejsce ;P No cóż, będę już kończył, bo jest 00:06.
Z Bogiem!